Igła w stogu siana
Wielokrotnie poruszałem tematykę poszukiwania, intuicji oraz relacji. Czy to ze sceny, czy będąc z Wami przy stole. Jednak, ze względu na warunki, w jakich większość takich spotkań przebiega – wydaje mi się, że nigdy nie wyczerpałem tego, co w moich oczach kryje się za tymi trzema aspektami. A już szczególnie w kontekście ich połączenie, które sam nazywam „igłą w stogu siana”.
Powiedzenia, a raczej metafora jest każdemu znana. Dlatego też uważam ją za idealną. Bo obrazuje to, w jaki sposób tworzymy relacje. W jaki sposób dobieramy ludzi, którzy stają się elementarną częścią naszego życia. W czasie trwania naszego życia – wielokrotnie odnaleźliśmy swoje igły. Wielokrotnie oddzieliliśmy ziarno od plew.
Nie ukrywam, że jest to dla mnie wyjątkowo fascynujące. Jak wiele przypadków i zrządzeń losu musi nastąpić, by dwie osoby się poznały. Co więcej! Żeby podjęły wspólną i niezależną decyzję, by wzajemnie wpuścić się do światów. Codziennie mijamy na ulicach setki, o ile nie tysiące ludzi. Codziennie podejmujemy szereg interakcji. Słyszymy głos, widzimy twarz, czujemy zapach niezliczonej ilości ludzi w trakcie całego życia. Co więc sprawia, że poznając kogoś – instynktownie wiemy, że jest to odpowiednia osoba.
Nasza intuicja jednak potrafi zawieść. To prawda. Jako osoba, która korzysta z niej, by tworzyć niemożliwe obrazy na scenie – wiem to, aż do bólu. Myślę też, że z racji swojego doświadczenia oraz dziesiątek przypadków, gdy moja intuicja mnie zawiodła – mogę śmiało stwierdzić, że nie warto się zniechęcać i dyskredytować ją, jako bezużyteczną. Stronię od podejścia mówiącego o „treningu intuicji”. Nie postrzegam jej, jako mięśnia. Raczej jako starą, zardzewiałą umiejętność, której nie sposób przywrócić do pełnej funkcjonalności.
Kolejnym aspektem naszych spotkań jest oczywiście… przypadek. A może przeznaczenie? Właśnie ten aspekt sprawia, że każda relacja, każda przyjaźń i miłość jest dla mnie niesamowicie fascynująca. Pomijając aspekt tego, że dane osoby – intuicyjnie – podjęły decyzję o zacieśnieniu więzi – to musiały się najpierw spotkać! Miliardy ludzi na świecie. Prawie 40 milionów w samej Polsce. W każdym większym mieście setki tysięcy ludzi. Niezliczona ilość decyzji, sytuacji i momentów, które pchały życie jednej osoby – niezależnie od drugiej. A mimo to, obie spotykają się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie.
Myślę, że dlatego romantyzujemy opowieści o złym momencie, ale odpowiedniej osobie. Tak bardzo chcemy kibicować relacjom, które mają na swojej drodze przeszkodę, której nie sposób poruszyć. Bo instynktownie wiemy, jak wiele musiało się wydarzyć, by te osoby się poznały. Wiemy, że kapryśna intuicja musiała odpowiednio podpowiedzieć im obu. Dlatego też boli nas, że po pokonaniu tylu przeszkód z zakresu prawdopodobieństwa – dana miłość polega przez nieodpowiednie zgranie czasowe.
Mam głęboką nadzieję, że odnalazłeś swoją igłę w stogu siana.
Mam nadzieję, że masz świadomość skarbu, który posiadasz.
Bo teraz – możliwe, że nieco lepiej rozumiesz – jak wiele oboje musieliście dokonać, by dzisiaj patrzeć sobie w oczy.
