The Impossibles w Łodzi. Niemożliwi. Projekt, z którego naprawdę jestem dumny

The Impossibles i Niemożliwi to projekt, który zostaje pod skórą

Są projekty, które po prostu pojawiają się w kalendarzu. Przychodzi termin, robi się swoje i przechodzi do kolejnych rzeczy.

Są też takie, które długo istnieją najpierw jako napięcie. Jako rozmowy, decyzje, poprawki, próby, godziny pracy, chwile zwątpienia i momenty, w których nagle wszystko zaczyna układać się we właściwy kształt.

Dla mnie właśnie tym są The Impossibles. Właśnie tym są Niemożliwi.

To projekt, na który patrzę z kilku perspektyw jednocześnie. Jako reżyser, jako scenarzysta, jako konsultant, ale też jako wykonawca roli postaci, którą widzowie poznają jako Telepata. I może właśnie dlatego trudno mi mówić o tym chłodno, jak o kolejnym zleceniu czy kolejnym scenicznym tytule.

The Impossibles w Łodzi to dla mnie coś znacznie więcej niż wydarzenie. To ogromna ilość pracy zamknięta w widowisku, które za chwilę spotka się z widzami. To projekt, który od początku miał mieć skalę, ale nie tracić precyzji. Miał być efektowny, ale nie pusty. Miał robić wrażenie, ale nie opierać się wyłącznie na szybkim efekcie.

I właśnie dlatego tak bardzo cieszę się, że Niemożliwi w Łodzi są już tak blisko.

Jako reżyser, scenarzysta i konsultant widzę, ile pracy kosztowali Niemożliwi

Z perspektywy widza zwykle widać gotowy obraz. Światło. Rytm. Scenę. Kostium. Tempo. Obecność. Wszystko wygląda tak, jakby po prostu pewnego dnia zaczęło istnieć.

Tylko że większe widowiska nie rodzą się w ten sposób. Buduje się je warstwa po warstwie. Czasem spokojnie, czasem brutalnie. Czasem coś trzeba dopracować. Czasem rozebrać do zera i złożyć jeszcze raz. Czasem jeden drobny element okazuje się ważniejszy niż połowa rzeczy, które na początku wydawały się kluczowe.

Jako reżyser The Impossibles widzę, ile decyzji trzeba było podjąć, żeby ten świat miał właściwy ciężar.
Jako scenarzysta The Impossibles wiem, ile pracy kosztuje tempo, struktura i sens każdej części.
Jako konsultant przy Niemożliwych widzę, ile szczegółów musi się spotkać w jednym miejscu, żeby całość naprawdę działała.

I właśnie dlatego ten projekt daje mi tak dużą satysfakcję.
Nie dlatego, że jest duży.
Tylko dlatego, że został potraktowany poważnie.

Telepata w The Impossibles to dla mnie nie etykieta, tylko konkretna obecność

Rola Telepaty w The Impossibles jest dla mnie szczególna. Nie traktuję jej jak ozdobnego szyldu, który dobrze wygląda na plakacie. Nie widzę jej też jako prostego scenicznego kostiumu, za którym można się schować.

Telepata w Niemożliwych jest częścią większej konstrukcji. Jest napięciem. Jest obecnością. Jest rodzajem skupienia, które nie musi niczego dopowiadać zbyt szybko.

To właśnie lubię w tej postaci najbardziej.
Nie działa wprost.
Nie potrzebuje hałasu.
Nie potrzebuje nadmiaru słów.
Nie musi udowadniać swojej obecności krzykiem.

Jako wykonawca roli Telepaty mogę wejść w ten świat nie tylko od strony koncepcji, scenariusza czy reżyserii, ale również od środka. Bezpośrednio. Cieleśnie. Scenicznie. To zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności. Bardziej bezlitosny, bo scena bardzo szybko sprawdza, czy wszystko jest prawdziwe.

I właśnie to w tym lubię.

The Impossibles w Łodzi to ogromny projekt i ogromna wdzięczność

Przed The Impossibles w Łodzi czuję przede wszystkim wdzięczność. Prawdziwą, nie dekoracyjną.

Za ludzi, którzy są częścią tego projektu.
Za ich pracę.
Za ich dokładność.
Za ich cierpliwość.
Za to, ile energii zostało włożone w to, żeby Niemożliwi mieli własny rytm, własny ciężar i własną jakość.

Przy takich projektach bardzo łatwo zacząć mówić wyłącznie o skali. O tym, że to duże widowisko. Że dużo się dzieje. Że produkcja jest szeroka. To wszystko jest prawdą, ale dla mnie ważniejsze jest coś innego.

To, że za The Impossibles stoją ludzie, z których naprawdę jestem dumny.
Jestem dumny z zespołu.
Jestem dumny z pracy, która została wykonana.
Jestem dumny z tego, że Niemożliwi nie idą na skróty.
Jestem dumny z tego, że The Impossibles w Łodzi spotkają się z widzami w takiej właśnie formie.

To nie jest projekt zrobiony po łebkach. To nie jest rzecz zszyta z przypadkowych elementów. To jest widowisko, nad którym naprawdę pracowaliśmy.

Niemożliwi w Łodzi. Nie mogę się doczekać spotkania z widzami

W każdym większym projekcie przychodzi moment, w którym wszystko przestaje być już tylko pracą twórców. Zaczyna należeć także do widowni.

To jest jeden z moich ulubionych momentów.

Ten stan tuż przed wejściem. Tuż przed pierwszym napięciem na sali. Tuż przed chwilą, w której wszystko, co do tej pory było próbą, konstrukcją, decyzją i planem, zaczyna oddychać naprawdę.

I właśnie dlatego przed The Impossibles, przed Niemożliwymi w Łodzi, czuję nie tylko dumę, ale też bardzo czyste podekscytowanie. Nie takie głośne. Bardziej to, które siedzi głębiej. To, które przypomina człowiekowi, że za chwilę wydarzy się coś ważnego.

Nie mogę się doczekać pierwszych reakcji.
Nie mogę się doczekać pierwszej ciszy na sali.
Nie mogę się doczekać tego momentu, kiedy Telepata, The Impossibles i Niemożliwi przestaną być tylko projektem budowanym od środka, a staną się pełnym doświadczeniem dla widzów.

The Impossibles, Telepata i Łódź. Kilka słów na koniec

Dla mnie The Impossibles w Łodzi to nie tylko kolejne widowisko. To projekt, w którym mogłem spotkać się z kilkoma ważnymi dla mnie rolami jednocześnie. Reżysera. Scenarzysty. Konsultanta. Wykonawcy roli Telepaty.

To ogrom pracy.
To ogrom odpowiedzialności.
To ogromna wdzięczność.
I naprawdę wielka duma.

Jestem wdzięczny, że mogę być częścią tego projektu.
Jestem wdzięczny wszystkim, którzy go współtworzą.
Jestem wdzięczny, że Niemożliwi trafiają właśnie do Łodzi.

I naprawdę nie mogę się doczekać.
Do zobaczenia na The Impossibles.
Do zobaczenia na Niemożliwych.

Do zobaczenia w Łodzi.